piątek, 25 października 2019

[brak pomysłu na tytuł tego więc...].

Witajcie!
Niestety to nie nowy rozdział, jak można zobaczyć. Przepraszam za zawód, ale niestety nie dam rady wyrobić się i na ten miesiąc, mam bardzo dużo pracy w szkole, co wiąże się z przeglądem (w skrócie mogę wyjaśnić - malowanie, rysowanie, rzeźbienie i do komisji ogólnopolskiej dla szkół plastycznych, czyli inaczej mówiąc, stres i ćwiczenie przed ;') ), a także konkurs na który tworzę animację i który muszę zrobić do początku listopada, a przyznam, że zabiera to duuużo czasu ;')
Chciałam Was o tym poinformować teraz, kiedy na 100% jestem już pewna, że przynajmniej do połowy listopada nie będzie nowego rozdziału.
 Przepraszam za przymus czekania wciąż na kolejne rozdziały i dziękuję za ciągłe zaglądanie tutaj! <3

Znalezione obrazy dla zapytania lion king art
 Art by Jerry LoFaro

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Rozdział 26

Obowiązki

[Akcja dzieje się w trakcie wydarzeń z rozdziału 24 po kłótni Kody i Kovu]

Kovu patrzył jak trojaczki zaczynają się oddalać od Lwiej Skały, a tuż obok nich szła reszta ich grupy. Dopóki nie zniknęli za wysoką trawą, wciąż miał ich na oku. Stał na czubku z widocznym zmęczeniem na twarzy. Nie pozwoli zobaczyć nikomu, jak to wszystko na niego wpływa, nieważne co się stanie nie może okazać żadnych swoich słabości. Nie może tego zrobić, przede wszystkim przed swoją rodziną. Musi być silny dla nich i dla całego stada. Westchnął ciężko spuszczając głowę. Nawet, jeśli musi trzymać swoje emocje i uczucia na wodzy. Nie czuje się za dobrze już od paru dni. Bardzo możliwe, że może być to z przemęczenia. Ostatniej nocy już nie przespał, Kiara jedynie namówiła go na godzinną drzemkę w chwili przerwy od patrolowania terenu. Od zdarzeń, które ostatnio dzieją się na Lwiej Ziemi, nie pozwala sobie na odpoczynek. Widzi, że stado nie jest bezpieczne. Dwie lwice pożegnały się już z życiem, podobnie jak jego młodziutka siostrzenica. Nie chce pozwolić na więcej tragedii, za razem nie chce martwić wszystkich dookoła. Nie pozwoli dowiedzieć się maluchom o niczym, wie jak może się to skończyć. Młodzi kochają wtykać nosa w sprawy dorosłych, a do tego powinni teraz cieszyć się dzieciństwem, a nie myśleć o takich niebezpiecznych sprawach, bądź żeby miały się bać o swoje życie. W swojej głowie utrzymuje usilnie obraz, gdzie jego już dorosłe dzieci żyją w czasach, podczas których nie ma żadnych konfliktów, wszyscy są szczęśliwi, mają swoje własne rodziny, którymi się opiekują. Wierzy, że dzięki tej wielkiej pracy, uda się wszystko rozwiązać i ta przyszłość stanie się realna. Pragnie takiej przyszłości dla swoich pociech, w końcu jaki rodzic nie chce właśnie tego? Mężczyzna wziął głęboki wdech w swoje płuca, wciąż nie podnosząc głowy. Zwrócił ją ku górze dopiero, gdy poczuł jak ktoś ociera się swoim bokiem o jego. Gdy popatrzył w tą stronę, koło niego stała jego ukochana. Uśmiechnął się w jej stronę delikatnie, nie pozwalając pokazać po sobie zmęczenia, jednak jego oczy zdradzały wszystko.
- Dobrze się czujesz skarbie? - spytała z troską w głosie Kiara.
- Tak, oczywiście - skinął głową, jednak lwicy to w ogóle nie przekonywało.
Jasna zmarszczyła brwi i okrążyła go, zmuszając za razem, aby cofnął się o parę kroków. Stanęła wtedy tuż przed nim i spojrzała mu prosto w oczy. Nie jest też głupia i zauważa wiele rzeczy. A szczególnie, gdy z jej mężem jest coś nie tak. Ona sama się stresuje całą tą sytuacją, co dopiero musi myśleć Kovu, który chodzi na te wszystkie zwiady. Najgorsze chyba jest to, że do tego czasu nie znają sprawcy, bądź sprawców. Nie wiedzą czy jest w ogóle jakikolwiek sprawca.
- Kovu...- zmarszczyła nos.
- Naprawdę wszystko w porządku Kiaro - nie odpuszczał. Nie pozwoli po sobie pokazać niepokoju.
- Kochanie, naprawdę się martwię, nie tylko o stado, martwię się o ciebie - odpowiedziała, łagodząc spojrzenie. - Jestem tu dla ciebie, jeśli jest potrzebna pomo-
- Nic mi nie jest - odparł, nieco ostrzej niż zamierzał, jednak po chwili już milszym tonem dodał - Nie potrzebnie się martwisz kochanie. Ze wszystkim sobie radzę, Simba także pracuje nad wszystkim ze mną, nie jestem sam w tym, zaufaj mi..
- To nie jest kwestia zaufania. I ty bardzo dobrze o tym wiesz - przybliżyła się nieco do niego. - Tu chodzi o coś innego. Przecież widzę że coś cię trapi.
Kovu westchnął cicho do siebie. Wie, że żona nie odpuści. Ale lwica miała dużo racji, że coś jest nie tak w tym momencie. Brązowy wciąż wewnętrznie przeżywał kłótnie z synem, o której ta nie wiedziała. Za razem wie, że robi dobrze.
- Powiedziałem dzieciakom o decyzji co do opiekuna. - przytaknął głową.
- Zgaduję - mruknęła. - Nie spodobało im się to?
- Nawet bardzo - westchnął, po czym odchrząknął prostując się. -  Poszli bez słowa z całą swoją paczką.
Spojrzał się w stronę, gdzie ostatni raz widział młodych i utkwił tam wzrok. Kiara zerknęła w tą samą stronę, po chwili jednak wróciła do ukochanego mówiąc:
- Muszą to przetrawić - powiedziała. - Wiesz jacy są młodzi...
- Nie wiem jak on przyjmie tą wiadomość...- pomyślał na głos lew, zmieniając za razem nieumyślnie temat.
W jednej chwili atmosfera stała się bardziej napięta. Lwica zmieniła swoje spojrzenie na poważne, co podkreślał w tej chwili także jej ton głosu:
- Nie przyjmie, gdyż niczego jeszcze nie potwierdziliśmy!
- Wszystko już ustalone, czekamy tylko już na potwierdzenie - Odparł nieco surowiej ciemny.
- Nie zgodziłam się na to Kovu - zmarszczyła nos, za razem mrużąc oczy. - I nie zgodzę!
- Nie mamy wyboru! - podniósł nieco głos na jasną, przez budzące się w nim emocje, jednak szybko odwrócił łeb w bok i podniósł się z ziemi, chcąc odejść, aby uniknąć niepotrzebnej kłótni.
- Jest inne wyjście, dużo innych dróg! - jasna nie pozwoliła mu jednak uniknąć rozmowy.
- Kiaro przestań - zacisnął oczy zatrzymując się. - Wiesz, że to jedyne wyjście! Do tego już wszystko jest prawie załatwione. Skończmy ten temat, zostało wszystko już uzgodnione.
Lew spuścił łeb, nie można było zobaczyć jego wyrazu twarzy, natomiast ton głosu nie wskazywał na żadną z możliwych emocji.
- Kovu nie odwracaj..- zaczęła lwica, robiąc już krok w jego stronę, gdy przerwał jej nagle głos jednej z lwic.
- Kovu - zaczęła, jednak widząc, że wchodzi w niezbyt odpowiednim momencie ściszyła głos i lekko się uniżyła. - Przepraszam za zakłócenie rozmowy... Nadworny opiekun właśnie przybył, Nhandra właśnie ją przyprowadza na Lwią Skałę.
Zielonooki podniósł głowę i spojrzał w oczy przybyłej. Odpowiedział jej, jak gdyby w ogóle nie był właśnie roztrzęsiony. Wyglądał w tym momencie dostojnie, a za razem przyjaźnie. Uśmiechał się, mimo, że jego oczy prosiły wręcz o wypoczynek. Kiara dobrze to widziała. Widziała, a jednak czuła się bezsilna. Patrzyła na niego, wiedząc, że nic do niego nie dociera, ani jej troski, ani jej upór, nic. Zrobi i tak, to co uważa, że musi zrobić. To co musi wykonać jako prawdziwy król. Bolało ją to. Nie jego słowa, nie jego zaprzeczenia, nie ukrywanie tego. Rozrywał ją sam widok. Zobaczyła, jak Kovu jeszcze odwrócił się do niej na moment. Zawiadomił ją, że nowa opiekunka właśnie przybyła, muszą ją powitać. Nie jest na niego zła. Jest po prostu przygnębiona. Wzięła głęboki wdech i ruszyła, mijając go, w tym momencie także nie pokazując żadnych emocji.
- Chciałam jeszcze powiedzieć, że tata nie wróci dzisiaj. Naibu przyleciał z wiadomością, że rozejrzy się przez noc wraz z Udo. -powiedziała jeszcze beznamiętnie, ruszając za lwicą.
Kovu poczuł jak przeszły po nim ciarki przez jej ton głosu. Z zewnątrz jednak nie pokazując wzruszenia, skinął głową i ruszył tuż po paru minutach za obiema kobietami.
Naibu jest zastępcą Zazu już od kilku dni, który aktualnie został wysłany na specjalną misję i nie jest w stanie spełniać swoich obowiązków na Lwiej Ziemi. Jest jeszcze młodym ptakiem, ale za to doświadczonym. Małomówny, ale słucha zawsze, można mu zaufać. Kovu zdążył przekonać się na jego lojalności na własnej skórze.
Nie potrwało to długo, kiedy para królewska spotkała się z nową opiekunką. Wybór był ciężki, nie można było temu zaprzeczyć. Przy wyborze najlepszego lwa do opieki nad gromadą - nie oszukujmy się - dzieci nie do poskromienia byli nie tylko Kiara i Kovu, ale także Simba, Nala, Vitani, a także jedna z mam młodych, miał zjawić się także Rocket, jednak ominął spotkanie z niewiadomych powodów. Nie mieli także pewności, co do odpowiedzi na ich propozycje. Każdy mógł odmówić, przy dzisiejszych sytuacjach nie jest bezpieczne opiekować się młodymi.Wybór padł na lwicę o imieniu Saeti.
-Królu, królowo... - ukłoniła się ciemniejsza lwica przed dwójką.
Silna, fizycznie, jak i psychicznie, nie dająca sobie wejść na głowę. Sprytna, a za razem zaufana. Nie jeden raz miała do czynienia z dziećmi.
-To dla mnie największy zaszczyt - z dołu spojrzała na parę.
Poznali ją jeszcze za nim Kiara zaszła w ciąże.
- Miło was widzieć - uniosła się, a na jej twarzy można było dostrzec uśmiech.
Za nim dwójka została koronowana.
- Dawno się nie widzieliśmy - podeszła bliżej w jednej chwili przytulając ich oboje.
- Jak się cieszę, że cię widzę Saeti! - odwzajemniła uśmiech i objęcie lwica.
- Ohoho już wieści się rozeszły? - zaśmiał się brązowy, skupiając się na zwrotach "król" oraz "królowa". W końcu nie widzieli się spory kawał czasu, a tam, gdzie ona mieszka raczej nie dotarłaby taka informacja.
Odsunęli się od siebie, szkarłatnooka zadziornie mruknęła:
- Myślałeś, że pozostawicie to w tajemnicy przede mną? - zasłoniła usta łapą.
Ciemna zwróciła się do lwicy, która doprowadziła ją tutaj, puściła jej oczko ze szczerym uśmiechem i powiedziała:
- Dziękuję kochana za towarzystwo  - po tych słowach zwróciła się do dwójki. - Czas jednak na omówienie spraw zakładam.
- Tak, zapewne chcesz dowiedzieć się tego i owego co masz robić,  - odparł Kovu.
- To mój drogi już dobrze wiem, mam opiekować się dziećmi. - szturchnęła go przyjacielsko. - Chciałabym bardziej poznać tych młodziaków. A także chcę znać zasady jakie mają je obowiązywać.
- Możemy to omówić w jaskini, wszystko ci opowiemy, a także porozmawiamy, do tego na pewno jesteś zmęczona - powiedziała miło Kiara. - W końcu tak dawno się nie widzieliśmy, dobrze nam zrobi pogawędka.
- Jak najbardziej - odpowiedziała na to Saeti.- W takim razie prowadźcie.
Lwica dała pozytywną odpowiedź po paru dniach od momentu dostania propozycji. Nie zniechęciły ją wieści o niebezpieczeństwie na Lwiej Ziemi. Stopień trudności zadania jedynie wręcz ją jeszcze bardziej zmotywował. Poczuła w sobie chęć przyjęcia tego wyzwania. Zapragnęła poznać te młode mordki, które potrafią - jak usłyszała przy odbiorze propozycji - sprawić tyle kłopotów.  Nie pomyślała nawet chwili, że będzie to proste zadanie. I właśnie to ją skłoniło głównie do podjęcia decyzji o przyjęciu posady nadwornego opiekuna na Lwiej Ziemi. Także zna lwy z tej ziemi. Tym bardziej miło jej będzie im pomóc w potrzebie. Jak tylko dała swoją odpowiedź, ruszyła w drogę.
Trójka siedziała już w jaskini, i od dobrych parunastu minut odbywali luźną pogawędkę. Zdążyli wcześniej omówić już wszystko co do pracy lwicy, wyznaczyli wszystkie zadania oraz zakazy. A także objaśnili Saeti sytuację, jaka panuje w ich królestwie. Teraz zostało im tylko czekać na młodych, aby mogli zapoznać się ze swoją nową opiekunką. Oczywiście poruszyli temat "jacy są młodzi?".
- Słyszę, że może być ciekawie - zaśmiała się. - Nie jestem mile widziana przez nich...
Mruknęła, mimo, że nie jest to wcale pozytywna wiadomość, jej głos wydawał się jakże entuzjastyczny, a na twarzy jej widniał uśmiech.
- To będzie godne wyzwanie - dodała zadowolona. - Nie poddam się tak łatwo haha!
- Jak zwykle pewna swoich sił - zaśmiał się brązowy lew - Podoba mi się to! Jednak uwierz, że nie jest z nimi tak łatwo naprawdę...
- Są kochani, ale jednak potrafią bardzo spsocić, nie zawsze się też słuchają...- dodała Kiara.
- Na pewno nie zrezygnuję po pierwszym dniu, to wam gwarantuje - powiedziała pewnie po czym powoli się podniosła - Chyba czas zacząć moją służbę, już robi się późno i tak. Młodzi i tak teraz jestem pewna, że nie wrócą sami.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy ci się na nią spojrzeli.
- Sama jestem ciekawa jak mi pójdzie - powiedziała częściowo do siebie. - To...Kovu, mówiłeś, ze w którą stronę szli?

***

[Akcja jest ciągiem dalszym wydarzeń z ostatniego rozdziału]

- I jak Zazu? -spytał. - Jaka jest ich odpowiedź?
- Ich odpowiedź... - przerwał, aby zaczerpnąć powietrza
-Jest? - dopytał lew.
- Jest pozytywna - dokończył ptak.
Kovu słysząc to poczuł, jak spada mu wielki kamień z serca, który miał, odkąd tylko posłał Zazu z zaproszeniem. Przez czas oczekiwania stres przeszedł na inne sprawy, aż do momentu, kiedy nie zobaczył wracającego majordomusa, wtedy znowu zmartwienie się wznowiło. Całe szczęście wszystko idzie po myśli.
- N-naprawdę? - aż spytał, jakby nie dowierzając jeszcze usłyszanym słowom.
- Na pewno ci się nie przesłyszało - upewniła go lwica.
Zazu złapał jeszcze kilka większych wdechów, gdy w końcu wyrównał oddech zaczął:
- Mimo wielkich niebezpieczeństw, przez jakie przeszedłem, aby tam dotrzeć, udało mi się w końcu dolecieć tam z tą jakże ważną wiadomością. Udało mi się dojść do Króla stada, byli jakże gościnni, ich maniery były wyśmienite! Niektórzy mogliby się uczyć od nich z innych! Oczywiście nasze stado jest na wysokim poziomie, bardzo podobnie do nich. Ale przyjął mnie sam król i ugościł. Wysłuchał wszystkiego co miałem do powiedzenia. Pozytywnie rozpatrzył twoje zaproszenie! Ma zamiar przedyskutować z tobą jeszcze propozycję, jednak po jego minie wydaje mi się, że jak najbardziej może się udać. Jak wyleciałem, Reprezentacja wraz z rodziną królewską jak tylko wyleciałem, zaczęła się zbierać do podróży, powinni być w ciągu kilku d-
Kovu przewrócił nieco oczami na jego rozgadywanie się, nawet po połowie zdania przestał go słuchać i w końcu mu przerwał, będąc zbyt optymistyczny w tym momencie, pobiegł w stronę wodopoju, gdzie były Kiara, Nala oraz Vitani z jej małymi. Chyba dopiero teraz dotarło do niego, co właśnie usłyszał. Pozostawił Zazu i Saeti samych. Dobrze, że znali, samo poznanie mają już z głowy. Ale niestety do swoich najulubieńszych osób nie należą. Dlatego może jednak lepiej by było, gdyby się jeszcze nie znali. Zielonooki biegł tak szybko, że po krótkiej chwili już był na miejscu. Kiedy panie go zobaczyły tak zdyszanego zaniepokoiły się - szczególnie Kiara. Za nim jednak zdążyły zapytać co się stało, o co chodzi, Kovu krzyknął z uśmiechem:
- Stado z Księżycowej Laguny jest już w drodze! 
Twarz Kiary momentalnie zamarła... 
- Za ile przybędą? - spytała nieco speszona, jednak z ostrym wzorkiem.
- Mogą przyjść już za parę dni - odpowiedział jej od razu.
W tym momencie w głowie Kiary rozpoczął się mętlik. Co jeśli król Księżycowej Laguny potwierdził nie tylko zaproszenie, ale także propozycję...Jak mu to przekaże, jeśli wszystko zostanie uzgodnione? Myślała, że będzie mieć jeszcze trochę czasu na przedyskutowanie tematu z Kovu, na wymyślenie czegoś, albo chociaż na jakieś wytłumaczenie. W tym momencie miała zupełną pustkę, a w środku czuła nie tylko stres, co strach i smutek. 

***
26 rozdział jest zakończony! 
Postanowiłam napisać ten rozdział trochę od innej strony, Tym razem jest on niecodziennie tylko i wyłącznie od strony dorosłych. Zero maluchów, tylko dorośli, a szczególnie Kovu i Kiara. Troszkę więcej o Saeti, jednak mogę powiedzieć na zachętę, że jeszcze możemy się o niej więcej dowiedzieć później ;) Co sądzicie o całej sytuacji na Lwiej Ziemi? I wybacz mi ty biedny Kovu za brak snuuuu, ale ktoś musi jednak nie spać, wypadło na ciebie~ I dlaczego Kiara ma takie odczucia co do propozycji...Właśnie propozycja.Czego ona może dotyczyć?...
Chciałam serdecznie podziękować za wszystkie komentarze, jakie dostałam! Każdy z nich przeczytałam, i nie uważam żadnego za spam, a wręcz za wielkiego kopa, abym ruszyła w końcu swoje cztery litery do roboty! 💗 
Także chciałam podziękować mojej drogiej przyjaciółce, która pilnowała mnie, abym przypadkiem nie usnęła, czy nie uciekła podczas pisania tego rozdziału! xD Zapraszam na jej wattpada jeżeli jesteście zainteresowani ^^
[Zostanę za to zabita, ale trudno xD] 
Mam nadzieję, ze rozdział się Wam spodobał, może zaciekawił, a może zawiódł z powodu, że większa część dzieje się w czasie poprzednich wydarzeń. 
Dziękuję Wam za wytrwałość w czekaniu na te kolejne rozdziały oraz za ciągłe czytanie historii!!
Pozdrawiam wszystkich!! ^^

piątek, 12 kwietnia 2019

Rozdział 25

Ciepły uśmiech

Spotkanie z nowym opiekunem, a raczej sposób w jaki się poznali był bardzo nieoczekiwany. Lwica wydawała się interesująca, żadne z młodych lwiaków nie pomyślało nawet, że ta nieznajoma postać, może być osobą, z którą będą, chcąc, czy nie chcąc blisko przez następny, nieokreślony okres czasu. Jakże zabawna dla czerwonookiej była ich reakcja. Osłupiałe miny, szczęki można by rzecz wręcz do ziemi sięgały, oczy szeroko otwarte, a w nich zdziwienie. Pierwszy, który otrząsnął się był Koda. Od razu przybrał obrażoną minę, zmarszczył brwi i odwrócił się do reszty.
- Chodźcie, idziemy. - prychnął patrząc po wszystkich, nie pozwalając sobie spojrzeć ani na Saeti, ani na Kovu. 
-Ale...- zaczęła Leah, jednak brat ruszył do jaskini bez słowa, podobnie jak reszta. 
Naku od razu ruszył z zielonookim, podobnie jak Idia. Avi pewnie prychnęła pod nosem, znikając w jaskini. Oburzyła się, coś takiego w ogóle miało miejsce. Marbi natomiast niepewnie spojrzała na swojego przyjaciela. Zwróciła wzrok w stronę dorosłych, ruszając się z miejsca i idąc za resztą.  Sakka spojrzał na Leah, która wciąż siedziała i patrzyła na dwójkę, miał do niej podejść, jednak uprzedziła go Aidi, która położyła jej łapę na ramieniu. Gdy lwiczka z grzywką spojrzała w jej stronę, ruda skinęła na nią głową, tym samym prowadząc ją do jaskini. Jasna wzięła głęboki oddech dając się prowadzić w ciszy, Sakka do nich dołączył. Gdy ta zerknęła w jego stronę, ten leciutko się do niej uśmiechnął. Odwzajemniła to, a gdy tylko weszli do jaskini dołączyli do całej paczki. Czuć było, że atmosfera jest nieco napięta. Na twarzy każdego rysowały się inne emocje, Książę nie wytrzymując już po paru minutach wybuchnął:
- Poza tym, że dają nam jakiegoś opiekuna, do tego przedstawiają nam go niespodziewanie! 
- Do tego nieznajomą - wtrąciła brązowooka.
- Skąd ona w ogóle jest! Nigdy jej nie widzieliśmy i chcą, żeby się nami opiekowała! 
- Pierwsze spotkanie pierwsze oszustwo - wywróciła oczami Avi.
- I jak mamy jej zaufać? No powiedzcie mi jak?! - warczał na prawo i lewo, chodząc w kółko.
- Koda przestań tak łazić i paplać! Też jestem zła, ale nie musisz do diaska powtarzać wszystkiego co już wiemy! - odwarknęła zielonooka siostra. 
- Dlaczego niby! Mogę wyrażać swoją złość i nic ci do tego Idia! - odpysknął do niej. - A to, że stało się to co się stało, tym bardziej pozwala mi gadać o tym i gadać aż będą mieli tego wszyscy dość!
- On ma rację - powiedziała Avi marszcząc brwi. - No bo pomyślcie jak mogli nas tak potraktować! 
- Dzięki Avi! - powiedział Koda na głos wciąż podburzony. 
- Nie mówię, że się z tobą nie zgadzam, mówię tylko, żebyś się zamknął!
- Hej! Uspokójcie się proszę was - wbiła się w rozmowę biała lwiczka. - O co teraz krzyczycie na siebie? Przecież wszyscy jesteśmy w tym samym...
Niebieskooka mówiła spokojnie i delikatnie, a za razem w jej głosie była pewność. Pierwszym spojrzeniem uraczyła brązowego lewka, później przeniosła wzrok na rudą.
- Nie ma sensu teraz rozdrabniać się o takie sprawy i kłócić o to czy ktoś coś mówi, czy nie - dodała lekko marszcząc nos, jednak wciąż na twarzy jej widniał spokój.
- Jeżeli on ma tak paplać cały czas o wszystkim co już każdy z nas wie bardzo dobrze, zamiast obmyślić coś konkretnego, to się nie dogadamy nigdy! - pufnęła dziewczyna.
Koda zazgrzytał zębami zdenerwowany i tupnął nogą warcząc pod nosem. Odwrócił się jednym szybkim ruchem oddalając się od reszty, powoli znikając za cieniem w głąb jaskini.
- No i co obrażasz się i idziesz? Serio! - Zmarszczyła nos zielonooka.
-Idia no nie dopiekaj mu już.. I tak już jest wściekły - wtrąciła Avi. - Do tego ma dużo racji.
- A czy ja mówię, że nie ma racji? - oburzyła się nieco. - Chcę tylko aby przestał tyle gadać i skierował się do konkretnych myśli, czyli co dalej.
- Ale dogryzając mu nic nie zdziałasz sama - dodała brązowooka.
- Idia też musisz faktycznie ochłonąć, także jesteś poddenerwowana..-mruknęła Leah.
- No to w takim razie udobruchajcie braciszka to pogadamy! Bo ja inaczej z nim nie mogę! - prychnęła.
Biała położyła na jej ramieniu łapę i skinęła głową, na znak, że z nim pogada. Była świadoma, że kłótnie dużo tu nie zdziałają, podobnie jak niepotrzebne złoszczenie się na siebie. Sama na nikogo się nie denerwuje, ponieważ nie widzi w tym sensu, dodając, że ma zupełnie odmienne poglądy niż inni, co do całej sytuacji z opiekunem. Niebieskooka oddaliła się od grupki, w stronę, gdzie poszedł chłopak.
Naku siedział dalej, niż bliżej całej grupki i patrzył jedynie w ciszy na wszystko. Co on sądził o tym wszystkim? Czy on w ogóle coś myśli co do tej całej sprawy? Czy go ta cała sprawa interesuje? Zadaje sobie w głowie cały czas te same pytania szukając odpowiedzi. "Nie wiem." Powtarzał za każdym razem. Czy chciał  takiej odpowiedzi od samego siebie? "Nie wiem." Znowu ta sama odpowiedź. Chłopak już nawet myślami nie był przy początkowym temacie. Odpłynął nimi zupełnie gdzie indziej. Z zadumania wyrwał go nagle głos kolegi. Jasny lewek przysiadł obok niego.
- Ciekawe co dalej będzie - mruknął
-Oh.. Sakka - pokręcił szybko głową brązowy, otrząsając się. - Tak...tak
Sakka wziął głęboki oddech prostując się. Przymknął na moment oczy. Przed nimi dziewczyny wciąż prowadziły dyskusję o całym zamieszaniu, za nimi młoda para - o ile nie każdy, to na pewno Sakka widział między nimi te iskierki - stara się omówić sprawę, tak ich dwójka siedzi i patrzy na to wszystko.
- Ostatnio dużo się dzieję, zauważyłeś? - spytał uchylając oczy i zerkając nieco na ciemniejszego.
- Tak... powiedziałbym, że nawet za dużo - odparł bez większych emocji, nie odrywając wzroku, wciąż patrząc przed siebie.
Jasny lewek odwrócił na moment wzrok, po chwili kładąc łapę na nim i powiedział:
- Jeśli coś będzie cię gnębić, wiesz, że jestem tu dla ciebie, tak jak my wszyscy. Jesteśmy przyjaciółmi, zawsze możesz na nas liczyć - uśmiechnął się ciepło i przyjaźnie do niego.
Naku w końcu uraczył kolegę swoim spojrzeniem. Przez moment patrzył na niego z lekko uchylonymi ustami, jednak po chwili odparł lekko kiwając głową:
- Nie wiem o co ci chodzi. Daj mi spokój, co?
- Jasne..- mruknął spokojnie.- Po prostu...Chcę, abyś o tym pamiętał
Młody zwrócił swój wzrok na ziemię, zabierając łapę z ciemnego,po czym skierował znowu przed siebie. Zielonooki przypatrzył się starszemu nieco koledze. Dawno nie przyglądał się żadnemu ze swoich znajomych. Sakka wydał mu się teraz nieco wyższy niż te paręnaście dni temu. Dziwi go to, że wciąż siedzi przy nim, skoro przed chwilą go spławił. Powinien iść do reszty, a nie go denerwować. Czy on go denerwuje teraz swoją obecnością? Może.
- Musisz tu siedzieć? - fuknął Naku.
- Huh? Ah przepraszam cię - zaśmiał się zawstydzony. - Po prostu pomyślałem, że -
Przerwał mu wtedy donośny głos Avi
- Chłopaki a wy co o tym myślicie? - Spytała podchodząc do dwójki, tym samym kierując wzrok reszty na nich.
Jasny odchrząknął w tym momencie i zaśmiał się cicho, pocierając łapą o grzywę.
- Heh, wszystko zaczyna się kręcić
- Nic większego o tym nie myślę - powiedział bez emocjonalnie Naku.
Sakka zerknął na niego, natomiast Avi usiadła obok niego, opierając się nieco i z szerokim uśmiechem spytała:
- No coś ty, musisz coś o tym myśleć
- Ehh - westchnęła Idia - No to jesteśmy zorganizowaną grupą, serio
Wywróciła oczami, na co Naku zmarszczył nieco nos, jednak się nie odezwał.
-Hej, ale w końcu jakoś z tego wyjdziemy - dodała Aidi patrząc po wszystkich - No bo co tam opiekun, nam by się nie udało?
Idia znów wywróciła oczami na to i pokręciła głową, mając zamiar coś dodać od siebie, ale Leah ją uprzedziła.
- Może nie musimy sobie wcale dawać sobie z tym rady... Może posiadanie opiekuna nie będzie takie złe? Wydaje się być miła i fajna.. - mruknęła jasna lwiczka nieco ciszej, niepewnym nieco głosem.
- Oni chcą, żebyśmy tak myśleli - powiedziała Avi podchodząc do niej, tym samym odrywając się od Naku. - A później co? Więcej zasad, więcej zakazów, kary! Ja temu mówię nie!
- Pani Saeti nie wygląda na taką...
- Nie wygląda nie wygląda, a później będzie klops! - szara zrobiła kółko wokół własnej osi i na koniec usiadła.  - Później już nic nie zrobimy
- Rozumiem, ale... - powiedziała cicho lwiczka, ale się zatrzymała - Masz chyba rację...
Odwróciła ona lekko wzrok. Nie była co do tego pewna. Wcale, a wcale. Niezbyt popierała myślenie brązowookiej, pomimo, że przyznała jej rację. Idia spojrzała na siostrę, lekko karcąc ją wzrokiem. Ruda widziała, co znowu jej siostrzyczka zrobiła, Przecież widać po niej całej, że myśli inaczej! Już wie, że będzie musiała z nią o czymś pogadać.
- No więc jak? Co robimy? - Spytała Aidi patrząc po wszystkich, czy ktoś ma jakiś pomysł.
Wtedy odpowiedział jej głos księcia.
- A co mamy robić? Działamy razem i nie dajemy się opiekunce - powiedział pewnie, idąc u boku z Marbi.
- Jak humorek wrócił? - zaśmiała się Aidi.
- Humorek cały i zdrowy - odparł Koda unosząc kącik ust.
- Całe szczęście - dodała Idia i spojrzała na Marbi lekko skinając głową na podziękowanie, że doprowadziła brata do porządku.
Niebieskooka odpowiedziała lekkim uśmiechem na to.


- Koda...- podeszła do przyjaciela, który niczym w gorącej wodzie kąpany chodził w jedną i z powrotem warcząc na wszystko.
-Co! - warknął odwracając się szybkim ruchem w stronę głosu, nieco się zawstydzając, gdy zobaczył przed sobą Marbi.  - Oh to ty Marbi...Wysłali cię po mnie?
Spytał unosząc brew lekko, będąc wciąż bardzo wkurzonym. Przecież on chce dobrze, a oni muszą uważać że robi coś źle! To on jest następcą tronu, dlaczego miałby się zamknąć, kiedy coś mówi?!
- Chcę po prostu porozmawiać Koda...- powiedziała spokojnie, siadając naprzeciwko niego.
Brązowy pomimo, że nie miał ochoty na rozmowy, głośno wypuścił powietrze z nosa i usiadł, a wręcz klapnął na ziemię mając odwróconą głowę w bok. Pewnie, że ją wysłali!
- O czym? - prychnął. - Na pewno nie mam zamiaru przepraszać!
- Nie o to chodzi Koda. Nie musisz za nic przepraszać nikogo. - Zaczęła, co zadowoliło wewnętrznie lwiaka, że nie tylko on tak sądzi. - Chciałam się zapytać, czy warto się tak denerwować na siebie?
- Nie ważne, czy warto czy nie, zdenerwowała mnie! A reszta nawet nic nie powie, no to co ja ta będę się pruł i próbował coś zrobić! - fuknął.
Dziewczyna przysunęła się nieco bliżej.
- Przecież wszyscy jesteśmy po jednej stronie..Wszystkim nie podoba się to, co się dzieje, ale naprawdę nie musimy się złościć na siebie - Mówiła próbując dotrzeć do brązowego na spokojnie.
- Nawet jeśli jesteśmy po tej samej stronie, to dlaczego niby mam być kwestionowany!
- Po prostu nie przechodziłeś do sedna, tylko o to chodziło, mogliśmy to na spokojnie wyjaśnić, bez żadnych kłótni
- Idia jakoś też się złościła do niej nic nie masz? - zmarszczył nos, wciąż stojąc przy swoim.
- Owszem, ale uważam, że powinieneś postąpić mądrzej w tym momencie i nie odpowiadać na ogień ogniem, tylko uniknąć kolejnego konfliktu między wami, nami, nieważne miedzy czym - mówiła, wyjaśniając. - Czemu to służy? Kłótnia, później kolejna kłótnia i znowu kłótnia. Nie lepiej to wyjaśnić na spokojnie i współpracować?
Lwiak nie odpowiedział jej. Przez moment zaczął się zastanawiać. To co mówi lwica nie było wcale głupie. Może faktycznie niepotrzebnie się zdenerwował? Ale on jest w końcu następcą tronu, powinni się jego słuchać! Jednak wciąż Marbi miała w tym cień racji... Przez dłuższą chwilę siedzieli tak w ciszy, brązowy lwiak przemyślał trochę to.
- Nie chcę ci plątać myśli Koda - odezwała się w końcu znowu biała. - Ale myślę, że takie myślenie może ci pomóc nie jeden raz. Do tego sam dużo nie zdziałasz, nie ważne, jaką rangę, czy ile siły masz w sobie. Współpraca to podstawa nie sądzisz?
Uśmiechnęła się lekko do niego.  Zielonooki wziął głęboki oddech.
- No może dobrze mówisz...
- To nieważne, czy dobrze mówię, czy nie - pokręciła głową - Ważne jest to, co z tego wyniesiesz
- Uhhh..- jęknął chłopak. - Dlaczego musisz być taka mądra!
Biała nieco się zarumieniła na to. Delikatny uśmiech na jej twarzy nie znikł, a zaśmiała się jedynie cicho.
- Możesz wynieść z mojej paplaniny jakieś mądre rzeczy głuptasie, nie przesadzaj
- Mądre rzeczy, które ty wypowiedziałaś, więc to wskazuje na to, że ty jesteś mądra.
- Tak tak.. - mruknęła kiwając głową na boki.
Dwójka siedziała tak przez jeszcze pewien czas. Koda zdołał się już uspokoić, roześmiał się, a także zmotywował do działania. Dziewczyna działa na niego naprawdę pobudzająco. Jest cudowna! To właśnie dlatego chce ją za swoją królową.
- Jestem gotowy Marbi - powiedział podnosząc się. - Uspokojony jak tylko się da
Ta zaśmiała się na to i sama się podniosła.
- Na te słowa czekałam - odpowiedziała wesoło.
Dwójka ruszyła w stronę, w którą była ich cała grupka. Za nim jeszcze do nich dołączyli, dziewczyna powiedziała do niego idąc przy jego boku.
- Chciałam tylko dopowiedzieć, żebyś wiedział - zaczęła. - Uważam, że to wcale nic złego, że przyznali tu opiekuna. Może faktycznie się przydać.
-Huh? - spojrzał zdziwiony na białą.
Nie spodziewał się, że Marbi popiera całą sprawę z opiekunem... Dlaczego w takim razie przyszła go uspokoić i zmotywować do współpracy, skoro nie zgadza się nawet z nimi. Przecież dzięki temu całe plany na zniesieniu rangi opiekuna mogły się posypać przez ich kłótnie, więc dlaczego? Myśląc tak, zobaczył wtedy ten miły i ciepły uśmiech niebieskookiej zwrócony do niego. Tak..Przecież to Marbi w końcu... Jego kochana Marbi. Odwzajemnił jej pewnym siebie uśmiechem. Słysząc pytanie zadanę przez Aidi, nie zawahał się przy udzieleniu odpowiedzi.
- A co mamy robić? Działamy razem i nie dajemy się opiekunce - powiedział pewnie.

Zaangażowani w te wszystkie rozmowy, czy kłótnie, a teraz rozwiązania, mało co wiedzieli, że na skałce w środku siedziała młoda opiekunka, przysłuchując się wszystkiemu z lekkim zaradnym uśmiechem. Nie zdołali się nawet zorientować, kiedy weszła do środka, tak samo kiedy wyszła. Czując ciepło słońca na sobie, oraz jak wiatr rozwiewa jej futro przymknęła oczy na moment. Wzięła głęboki oddech, uchylając po chwili oczy.
- Młodzi są naprawdę ciekawi. Czuję, że dadzą mi popalić - zaśmiała się.
- Dlatego wziąłem ciebie do tego zdania. Wiem, że uwielbiasz wyzwania - odparł jej Kovu.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziała zadowolona. - Zobaczymy, czy dadzą sobie ze mną tak łatwo radę. Ale widzę, że oni też są nie lada paczką.
- Oj zdaję sobie z tego sprawę lepiej niż myślisz - lew także się zaśmiał, gdy w tej chwili na horyzoncie zobaczył lecącego w ich stronę Zazu z wiadomością. - Już jest.
- Królu Kovu! - powiedział, gdy tylko wylądował ptak, kłaniając się przed królem.
-I jak Zazu? - spytał. - Jaka jest ich odpowiedź?
Kovu niecierpliwie czekał na jego wiadomość, wręcz wbijając powoli pazury w skałę, na której stali.
- Ich odpowiedź - zaczął przerywając na moment, aby zaczerpnąć powietrza.
-Jest? - spytał Kovu chcąc poznać odpowiedź jak najszybciej.
- Jest pozytywna. - dokończył.

***

25 rozdział uznaję za napisany! Mam nadzieję, że się wam podoba jak wyszedł ;) Małe konflikty, może i szybko zażegnane...A może jednak nie? Wiem jedno! Czas rozwinąć trochę naszych drugoplanowych bohaterów! Dlatego można się ich spodziewać więcej w kolejnych notkach ^^  Więc dłużej nie zanudzam i dziękuję za czytanie! Mam nadzieję jeszcze raz, ze wam się podobała, i przepraszam, że musicie na te wszystkie notki tak długo czekać! Jak mówiłam mam naprawdę dużo na głowie i nie daje rady napisać nawet tego jednego rozdziału na miesiąc za co was przepraszam :c 
Ale tutaj oto 25 rozdział zakończony! Kolejne dramy? A może jakieś ciekawe rozwiązania! Co będzie dalej? Na co dostał pozytywną odpowiedź Kovu? Dlaczego tak się niecierpliwił? Jak lwiaki poradzą sobie z opiekunką? A jak ona poradzi sobie z nimi? Zobaczymy w następnych rozdziałach! 
Dziękuje za czytanie i pozdrawiam wszystkich! <3 

wtorek, 11 grudnia 2018

Szybkie info

Chciałam tylko zawiadomić, że nie ma notek na ten czas, gdyż mam naprawdę zawaloną głowę szkołą, dlatego, jak będę mieć tylko czas, będę pisać dalej.
Dla osób, które jeszcze tutaj wchodzą i czekają na kontynuację, nie martwcie się, nie zniknęłam na amen ^^


sobota, 14 lipca 2018

Rozdział 24

  Opiekun

 

- Co?! - Oburzył się ciemny lwiak.
- Tak, dobrze usłyszeliście - odpowiedział dorosły zielonooki.
- Nie zgadzam się! - warknął młodszy.
- Przestań Koda...-mruknęła jasna lwiczka.
-Koda nie warcz mi tu - powiedział Kovu posyłając surowe spojrzenie synowi.
- Nie chce! Nikt z nas nie chce być kontrolowany! - znowu warknął lwiak.
- Cisza. Powiedziałem co miałem i macie się do tego dostosować...To dla waszego dobra. - Zakończył rozmowę schodząc z Lwiej Skały. - Po południu wszystko zostanie ustalone.

***

Jest południe. Jeszcze zostało trochę czasu, za nim do młodych lwów miał dołączyć opiekun. Dokładnie tak. Młodzi mieli dostać opiekuna z rozkazu Kovu. Lew aż trochę żałował, że nie zrobił tajnie. Koda sprzeciwiał się temu pomysłowi, wzbraniał się wszystkimi czterema łapami. Ale nie tylko on. Dziewczyną także nie podobał się pomysł bycia obserwowanym całe 24 godziny na dobę. Nikt nie lubi być pod kontrolą, a już w szczególności nie dzieciaki. Cała trójka stwierdziła, że muszą o tym powiedzieć reszcie. Oczywiście wybuchła wielka awantura o to, każdy się tego mógł spodziewać.
- Jak to opiekun? - oburzył się Naku, który powoli na nowo integrował się w swojej ekipie.
- Nie wierze że naprawdę chcą nam to zrobić! - Avonna zdenerwowana aż tuptała nogami z jednej na drugą stronę.
-Ale naprawdę mogą tak po prostu przydzielić nam kogoś takiego? Przecież nie da rady utrzymać nas na oku! Co jeśli dadzą każdemu z nas po jednym? - Zaczął się zastanawiać Sakka.
- R-rozumiem, ze się o nas martwią, ale nawet dla mnie to mała..przesada..-wtrąciła nieśmiało Leah.
- Mała? Siostra to naprawdę duża przesada...Niedługo będą chcieli wiedzieć o czym śnimy! - prychnęła Idia.
Nagle na większy kamień wskoczył Koda i chrząknął głośniej.
- Słuchajcie nie pozwólmy nami tak kontrolować! Tak nie powinno być! - krzyknął.
- Ale oni są dorośli Koda, co my możemy? - dodała Marbi.
- Ależ możemy! Patrzcie ile nas jest. Nawet jeżeli dadzą każdemu z nas opiekuna, my sobie z nimi nie poradzimy? Przecież w kupie jesteśmy nie do pokonania! Zawsze wygrywamy w zespołowych zabawach z innymi!
- Ale to nie jest zabawa...- mruknęła niepewni lwiczka z grzywką.
- Ale Koda mądrze mówi! - Powiedziała nagle Aidi. - No czy to co mówi nie jest prawdą? Czy to zwykła zabawa, czy prawdziwy problem, czy w grupie nie jest siła?
- Dokładnie! - zawołał brązowy. - No jak mam was inaczej przekonać? Zaufajcie mi, jeżeli będziemy działaś w grupie uda nam się na pewno!
- Ehh jak ja się nie lubię z tobą zgadzać braciszku..- westchnęła Ruda, oczywiście wcześniej posyłając niezadowolone spojrzenie Aidi.
- No to kto jest ze mną w takim razie?
Między lwiątkami wybuchły wiwaty i okrzyki. Leah patrzyła z uśmiechem za to na brata. Czasem potrafił być strasznym dzieckiem, ale kiedy trzeba potrafi się zachować jak na księcia przystało. Gdy brat zszedł ze skałki, a wszyscy zaczęli ze sobą gadać, ta pogratulowała mu szczerze.
- Byłbyś naprawdę świetnym królem - uśmiechnęła się.
- Serio tak myślisz? - spytał unosząc brew.
- Ona to wie, tak jak i ja - wtrąciła się Aidi. - Naprawdę dobra robota
-Dziękuje dziewczyny...zaraz zacznę się rumienić - mruknął machając na siebie łapą.
Obie się zaśmiały z niego. Do grupki podeszła wkrótce też i biała lwiczka. Usiadła przy Leah i mruknęła:
- Gratuluję przemowy Koda
Na to młody od razu się zarumienił bez mówienia, na co Marbi się zaśmiała cichutko, po czym spytała:
- Czy wiecie może dlaczego zostaje nam przydzielony opiekun? To coś poważnego?
Za nim brązowy zdążył się pozbierać jasna odpowiedziała:
- Niestety nie, nic nam nie wiadomo. Tata nie chciał nawet z nami o tym dyskutować...- spojrzała tutaj na brata bo głównie to jego wina, bo zaczął się denerwować zbyt wcześnie.
- No co? - spytał. - Tata nie będzie mi mówić co mam robić! To, że jest królem nie znaczy, że jest nim też względem moich decyzji a w szczególności nie kiedy chce kontrolować życie nas wszystkich!
-Koda...- mruknęła cicho Leah.
Aidi wtem odwróciła się w stronę Idii. Czuła od samego początku jej wzrok na sobie. Przeprosiła resztę i podeszła do niej. Musi z nią zamienić parę słów. Księżniczka - oczywiście było po niej widać niezadowolenie - odeszła mały kawałek, kiedy obie się spotkały oko w oko.
- A więc Idia...
-Aidi...-zmarszczyła nos.
-Posłuchaj chcę z tobą porozmawiać o..tym - wskazała na nią.
-Porozmawiać? O czym ty chcesz niby rozmawiać? - Prychnęła.
- Ja...- odwróciła lekko głowę w bok - Chciałabym wiedzieć..dlaczego się tak do mnie przyczepiłaś?
- Przyczepiłam? JA? - parsknęła wręcz. - Nie wiem o co ci chodzi.
- Widzę przecież, że mnie nie lubisz. Cały czas się na mnie krzywo patrzysz, wciąż o mnie pleciesz głupoty. Dlaczego?- spytała.
Lwiczka wyglądała na naprawdę zranioną. Kontynuowała:
- Rozumiem, że może uważasz, że do was nie należę..że jestem obca, odludkiem...Ale staram się tutaj wpasować..Zacząć żyć od nowa...Czy naprawdę tak bardzo mnie za to nienawidzisz? Za chęć bycia w końcu sobą?
-He? Sobą? - podeszła do niej marszcząc brwi. - Czy ty masz mnie za głupią?!
-Ja.. - spuściła głowę -..Naprawdę chcę się z tobą zaprzyjaźnić..Ale ty nie dajesz mi nawet dojść do siebie..
Aidi zmarnowana spojrzała jeszcze raz na nią. Zielonooka jednak wyglądała na niewzruszoną jej wysiłkiem. Idia patrzyła na nią tylko z lekką pogardą i cicho prychnęła. Ta smutno westchnęła, gdy nagle na na drugą naskoczyła Avi ze śmiechem.
- Co tak same tu hehe? - spytała i zauważył, że sytuacja między nimi wygląda na nieco napiętą - Oł..czyżbym przyszła w złym momencie?
-A-Ależ nie! - powiedziała szybko Aidi z udawanym uśmiechem. - Po prostu rozmawiałyśmy hehe
Zaśmiała się słabo i dodała:
-Wracajmy lepiej do reszty
Ruszyła, ale lwiczka z grzywką schodząc z Idii zapytała jeszcze nieco zmartwiona:
-Id na pewno wszystko w porządku?
-Hm?..A tak..Jak najbardziej - odpowiedziała. - Omawiałyśmy po prostu pewną rzecz...Ale to nic takiego
Machnęła łapą. Avi zrobiła lekki grymas, gdyż czuła, że to nie taka drobnostka, ale odpuściła. Wywróciła oczami i ruszyła obok Rudej do reszty.
-Mam nadzieję, że uda nam się przegonić tego kogoś kogo nam przydzielą - mruknęła brązowooka.
- Taa...Ale wierzę w brata. Może nie zgadzamy się często i kłócimy, ale wiem, że zrobi tak, aby było dobrze - powiedziała z uśmiechem, rozluźniając się przy tym trochę od sytuacji sprzed chwili.
Dobrze, że jej przyjaciółka wkroczyła, bo miała jej już wygarnąć to i owo. Młodej ta rozmowa tak naprawdę dała głęboko do myślenia. Ta wyglądała na faktycznie zranioną.. Ale wciąż jej nie ufa. I ona bardzo dobrze wie, że nie o to jej chodzi. Parę smutnych słówek nie zmieni jej zdania! Gdy wszyscy zebrali się w jednym miejscu jeszcze dosyć długo trwały rozmowy na temat co zamierzają zrobić. Nawet nie spodziewali, kiedy zleciały godziny. Słońce zaczęło powoli zachodzić, a oni mieli wstawić się już dawno na Lwiej Skale, aby został im przedstawiony ich nowy opiekun. Lwiaki jak na razie postanowili strajk. Mają zamiar zostać w miejscu w którym stoją i się z niego nie ruszyć. Jeżeli to nie zadziała, następnym w kolejce jest protest i strajk głodowy. Nic ich nie ruszy! Minęła kolejna godzina odkąd mieli wrócić, ale śladu po żadnym dorosłym brak.
-Emmm..Oni nas szukają prawda?..- spytała Idia rozglądając się.
- Na pewno! - powiedział optymistycznie Sakka - Tak mi się wydaje przynajmniej...
-To zaczyna się robić trochę bezsensu..- mruknął markotnie Naku.
-Nie zapeszaj Naku! - skarcił go Koda. - Jak nas znajdą, pokażemy im, na co nas stać!
- O ile nas w ogóle szukają - dodała biała.
- Na pewno nas szukają! - zapewnił ją brązowy lwiak. - A więc stoimy tutaj do skutku.
Przytaknął królewicz. Siedzieli w jednym miejscu przez  długi czas. A młodzi czuli jedynie jak im ten czas się niemiłosiernie wydłuża. Większość zaczęło już to nudzić, a niektórzy w to wątpić. Wśród grupki padła nawet propozycja powrotu. Byli dosłownie zmęczeni siedzeniem - czego chyba żadne z nich by się nie spodziewało. Wszyscy zaczęli być markotni. Leah zaczęła powoli się niepokoić, Idia marudzić, Avi zaczęła zasypiać, Sakka okropnie się nudził, nawet rozmowa nie pomagała. Naku leżał i jedynie patrzył pusto w przestrzeń, aż trochę żałując, że nie został w domu. Aidi wytrwale siedziała wraz z Kodą i Marbi. Idia co chwila zerkała na drugą rudą, jednak jak tamta zauważyła to, postanowiła przestać. Westchnęła i zaczęła myśleć trochę nad rozmową z nią. Nie wie naprawdę co ma o tym myśleć już..Przecież jej się to nie wydaje! Jest podejrzana! Nie, na pewno się nie myli. Chcąc poruszyć rozmowę, nagle wszyscy usłyszeli czyiś głos.
- Nie robi się już późno?
Młodzi odwrócili się w stronę kobiecego głosu za nimi. Na skale leżała ciemnobrązowa lwica, której oczy świeciły się soczystą czerwienią. W jednej chwili Kodę przeszły ciarki widząc ślepia lwicy. Ta nagle zeskoczyła i usiadła tuż przed młodymi. Na twarzy miała przyjemny uśmiech, wzrokiem przechodziła z jednego lwiaka na kolejnego, jakby ich zliczając. Chłopcy, gdy lwica tylko przybliżyła się aż zamarli w środku, nawet przelęknięcie Kody zniknęły w jednej sekundzie. Kobieta była naprawdę przepiękna. Miała piękne oczy, cudowne futro, aż dech zapierało. Pod jej ślepiami niczym wymalowane widniały podobne do siebie ciemniejsze wzory. Jej głos natomiast był wręcz nieziemski, przyjemny dla ucha, a za razem czuć było tą małą pikanterie w nim. Szkarłatno oka  obeszła ich dookoła wciąż na twarzy utrzymując ten miły uśmiech.
- Macie zamiar tutaj spędzić całą noc? - zaśmiała się. - Nie będzie wam zimno?
Uniosła brew i usiadła obok nich. Pomimo, kiedy pierwszy raz ją zobaczyli się przelękli, jak ta tak chodziła i wręcz koiła swoim głosem, od razu ich spojrzenie na nią złagodniało. Czuć było, jakby potrafiła ich przekonać do wszystkiego przez swoją mowę i spojrzenie. Miły uśmiech na twarzy, wzrok nieco rozbawiony na ich widok, a do tego jeszcze była przepiękna. Młodzi aż zaczęli jej się przypatrywać, gdyż nie tylko chłopcy oniemieli przez jej urodę. Dla młodych lwiczek wydała się naprawdę śliczna i się nią zafascynowały. Lwice naprawdę bawiły ich mordki, które ją okrążały. Maluchy zaczęły ją pytać skąd jest, kim jest, co tu robi, na które pytania nie nadążała nawet odpowiedzieć. Młodzi nie kojarzyli jej, zaczęli snuć domysły, że jest to ktoś z innej Ziemi. Ta aby zakończyć w końcu ich pytania których było jakby nieskończoność powiedziała:
-Wybieracie się na Lwią Skałę?
Maluchy spojrzały na siebie. Wszyscy  byli już bardzo zmęczeni. Nie mieli ochoty siedzieć tu kolejne godziny, bo dorośli chyba tak nagle o nich zapomnieli. Kiedy chcą, aby ich szukali tego nie robią, a kiedy nie chcą to na złość aż udaje im się to za szybko! Leah w końcu  widząc wszystkich zmarniałe, a bardziej wymęczone miny, do tego lwica stojąca przed nimi nie wyglądała jakby miała coś złego na myśli dlatego odezwała się:
- Tak...Mieliśmy się powoli zbierać, ale - spojrzała na Kodę, który potrząsnął nieco głową. - Ale jeszcze nie teraz.
Uśmiechnęła się niepewnie. No bratu zależało na tym bardzo, nie mogła tak po prostu mu zniszczyć nadziei.
-Och, a wielka szkoda..- powiedziała starsza. - Miałam nadzieję, że dalibyście radę mnie zaprowadzić
Zaśmiała się niezręcznie, ale w przyjazny sposób.
- Wyglądacie na osoby, które znają dobrze te okolice, i pomyślałam, że  bylibyście tak mili poinstruowalibyście mnie jak tam dojść. Widać, ze jesteście naprawdę kochaną paczką, chętną do pomocy...Ale chyba będę musiała sama tam dojść - westchnęła smutno.
Koda spojrzał od razu tej lwicy w oczy. Tak ładnie o nich mówi...Wszystkie teraz spojrzenia utkwiły na nim. Przyjaciele kiwnęli głowami w stronę starszej, aby ten zagadał. Jego siostry skinęły głowami aby tak zrobił. Westchnął głośno i podszedł do niej wypinając klatkę piersiową.
-Ma pani szczęście, że trafiła na nas! Drużyna chodźcie! Zaprowadzimy tą piękną lwicę do domu! -powiedział dumnie.
Idia wywróciła oczami, natomiast Leah zaśmiała się, i nie tylko ona, Marabi także cicho zachichotała. Ciemna także się zaśmiała:
-Ohoho wiedziałam, że mi pomożecie kochani!
Cała grupa wyruszyła w stronę Lwiej Skały. Nie mieli bardzo dużo do przejścia, jednak zajmie im to na pewno dłużej niż parę minut. Starsza była wciąż obtaczana  pytaniami o niej, ale znowu na żadne nie dała rady odpowiedzieć, gdyż, gdy już miała zacząć, ktoś zadał jej kolejne pytanie i tak w kółko. Po dłuższym czasie w końcu ona spytała:
-A może wy opowiecie mi coś o sobie? Co wy na to? - uśmiechnęła się zerkając na nich.
Prawdziwego autora niestety nie znalazłam, ja JEDYNIE przerobiłam arta, nie należy on do mnie!
Wszystkim spodobał się jej pomysł. W końcu chyba każde lubi powiedzieć coś o sobie więcej, nawet ci mniej śmiali. Koda oczywiście chciał zacząć. Opowiedział o sobie jako o bardzo odważnym, wszystko wiedzącym lwie, który zna się na wszystkich okolicach tu. Mówił o sobie jako o strasznie mądrym, pomimo, ze niektórzy - tu patrzył na Idię - tego nie potwierdzają. Opowiedział o tym, jak waleczną ma duszę, ale za nim zdążył się rozgadać, ruda siostra przejęła pałeczkę i zaczęła mówić o sobie. Powiedziała, że wprawiona już jest w przerywaniu bratu, gdy zaczyna zbyt gwiazdorzyć, na co tamten prychnął oczywiście. Wspomniała, że nie da sobie tak łatwo decydować o sobie - szczególnie po sytuacji przez którą uciekła, o czym oczywiście nie wspomniała. Zahaczyła także o swoją pomysłowość, stanowczość oraz upór, czy jak to ona musi wszystko naprostowywać. No ma silną łapę dziewczyna. Pozwoliła dalej mówić Leah. Jasna skromnie jedynie powiedziała, że nie widzi w sobie niczego szczególnego do powiedzenia i dodała jedynie o tym, że nie lubi kłótni, i stara się być życzliwa dla wszystkich. Ale inni ją wspomogli i wykomplementowali ją po całości. Miedzy innymi Sakka wspomniał jaka ona to kochana i urocza, Marabi od razu powiedziała oo jej miłych zachowaniach, czy rodzeństwo zawiadomiło, że ich malutka siostrzyczka jest ich głosem rozsądku. Brązowooka aż się zarumieniła przez wszystkich. Każde z młodych powiedziało kilka słów o sobie, zaczęto pogaduszki, pożartowano. Za nim się spostrzegli byli już na miejscu. Lwiaki naprawdę przez te paręnaście minut zdążyło polubić starszą lwicę, której imienia jeszcze nie poznali. Nawet pozwolili sobie mówić przy niej o opiekunie, którego mieli dostać. Gdy byli na górze, czekał na nich już Kovu. Zielonooki skinął głową na nich widząc ich całych i lekko się uśmiechnął. Koda widząc tatę prychnął wciąż obrażony i odwrócił wzrok. Idia go lekko szturchnęła, a po chwili zwróciła się do starszej:
-Jesteśmy, oto Lwia Skała - uśmiechnęła się do niej.
-Dobrze Cię widzieć Saeti - powiedział Kovu wstając.
- Tak jak mówiłeś Kovu wszyscy są strasznie kochani - zaśmiała się lwica.
W tym momencie wszyscy osłupieli. Czyli oni się znają?! I król mówił jej o nich wszystkich?! Zdezorientowani patrzyli to na nią, a to na niego.
- Ah maluchy, mieliście dostać po południu informacje dotyczące waszego opiekuna. - Zaczął brązowy lew. - Poznajcie Saeti. Ona będzie się wami zajmować od dzisiaj.
-Miło was poznać - zaśmiała się i uśmiechnęła się do niech wesoło.
Wszyscy znowu spojrzeli po sobie, po czym skierowali wzrok na ciemnobrązową lwicę. Otworzyli szeroko oczy i wszyscy wręcz krzyknęli zaskoczeni:
-HEEEEEEEEEEEE? 

***
A więc oto nowa nocia x3 Jak zauważyliście wprowadzam kolejne postacie~ Chciałabym zadać wam pytanie, co sądzicie o naszej nowej opiekunce Saeti? Co myślicie o całej tej sytuacji? Czy Kovu dobrze podjął decyzje? Czy jednak może jet to zupełnie niepotrzebny zabieg? A jak dalej potoczy się relacja między Idią, a Aidi?  Wszystko rozwiąże się w następnych nociach, a tym czasem zapraszam do pisania waszych opinii na ten temat ^^
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał x3
Pozdrawiam Wszystkich! :3

niedziela, 17 czerwca 2018

Wyniki Konkursu!

A więc mały konkursik został rozstrzygnięty x3 
Konkurs wygrała
Mfalme Lioness !
 Gratuluję Ci! ^^
 Lwica którą stworzyłaś bardzo mi się spodobała i mam już nawet na nią pomysł ;D Reszta dowie się, kim jest i jak wygląda zwycięska lwiczka w trakcie trwania historii~  
Twoja Lwica pojawi się na blogu już niedługo x3
Dziękuję Ci za wzięcie udziału i Gratuluję jeszcze raz x3  
A oto Dyplom dla Ciebie: 

niedziela, 3 czerwca 2018

Uwaga!

Konkurs w notce niżej trwać będzie jeszcze tylko do 16 czerwca! Osoby chętne niech wysyłają swoje pomysły na mail : julliasu@interia.pl 
Szczegóły konkursu zawarte są we wcześniejszej notce! 
Konkurs jest dla wszystkich! Zapraszam serdecznie do wzięcia udziału! ^^

Tajemniczy Lew dla atencji, bo w końcu czemu nie x3

niedziela, 22 kwietnia 2018

Notka Informacyjna!


Przede wszystkim chciałam podziękować wszystkim którzy czekali wytrwale na wznowienie działań tutaj! Przesyłam Wam wszystkim serduszka wdzięczności <3 
A więc jak już niektórzy zauważyli, powstała po tylu latach w końcu nowa nocia. 
A więc tak, blog zostaje oficjalnie wznowiony, jednak gotowy do kolejnych rozdziałów będzie dopiero w okolicach czerwca, a główny wpływ ma tutaj na to szkoła. Niestety nie mam na tyle czasu aby codziennie coś pisać, czy aby co tydzień były kolejne rozdziały. Możliwe, że przed czerwcem coś może się pojawić, czego nie obiecuje, gdyż mam teraz wycieczkę zagraniczną na dłuższy czas oraz oceny do poprawienia, dlatego no brak czasu. 
Ale blog zostanie dokończony. Nie zostawię go tak bez zakończenia w połowie, gdyż nie lubię zostawiać swoich prac bez zakończeń, co niestety mi się zdarza czasem. Jednak za dużo pracy włożyłam tutaj, mimo, że patrząc teraz na niego stwierdzam, że mogłam lepiej zadbać o wszystko wliczając w to dokładność fabułki.
A co do fabuły, minęły te trzy lata, więc jednak trochę moje wyobrażenie tego się zmieniło. Wiele rzeczy które się stały do momentu ostatniego z wcześniejszych lat rozdziału są niedopracowane, zrobione na jeden raz, na szybko, bez większych konsekwencji, co mnie trochę zirytowało xD Dlatego też postaram się to wszystko poukładać, naprawić, więc fabuła może się strasznie zmienić niż ta w którą stronę szła. Dlatego przepraszam, jeżeli pominę niektóre wątki, które mogły wydawać się ważne, bądź nie martwcie się, jeżeli nagle dodam coś ważnego, a nie było zawarte to we wcześniejszych notkach. Zrobię to tak, a raczej postaram się, aby wszystko wyszło na prostą drogę, gdzie wszystko ze sobą współgra ^^ 
Ale jedna rzecz, która mnie dręczy odkąd przeczytałam z powrotem kilka notek wstecz i  z którą muszę się podzielić....Wybacz Zari za tak prostą i wczesną śmierć T^T Mogłam dać ci więcej czasu na rozdziałach! Miałaś lwico potencjał, którego nie wykorzystałam T^T 
Ale no nie cofnę już tego....Nie popełnię już takiego błędu! xD
No ale wracając

 ***
Jeżeli macie tylko ochotę i wciąż tutaj wchodzicie zapraszam Was na mały konkursik z okazji wznowienia działań na blogu!
Na adres : julliasu@interia.pl 
Wyślijcie mi wymyślone i narysowane przez Was lwy i lwice, a zwycięskie pojawią się na blogu jako jego bohaterowie ^^ 
To będzie taki prezencik połączony z konkursem ode mnie dla Was ^^

 ***

To powinno być jak na dzień dzisiejszy wszystko.
W takim razie widzimy się w czerwcu lub wcześniej~ 
Do następnego :* 
Pozdrawiam Was wszystkich najserdeczniej ^^

sobota, 14 kwietnia 2018

23. Nie tak bezpiecznie jak kiedyś...


Minęło kilka dni od ostatnich wydarzeń. Wszystkim na Lwiej Ziemi dni dłużyły się nieubłaganie.  Przez ciągłe upały, które nadeszły nad sawannę, maluchy nie wychodziły w ogóle na zewnątrz. Było im zbyt gorąco, a przede wszystkim rodzice kazali zostać na Lwiej Skale. Dzięki temu Idia zdążyła w szybkim tempie zapoznać się z małymi kuzynkami. Z początku podobnie jak reszta uważała lwiątka za urocze i milusie. Potulne kulki jednak, swoje prawdziwe oblicza ukazywały w nocy. Wystarczyło kilka godzin ciągłego płaczu, aby ruda dość szybko zmieniła zdanie na temat małych. Zaczęły ją powoli irytować te nieprzespane moce, a pogryzione przez trójkę uszy miały już dość. Zaczęła na nie mówić "małe diabełki", z czym nie zgadzała się w żadnym stopniu jej siostra, która wciąż określała je mianem "słodziaków". Idia nie rozumiała, jak ona mogła je wciąż tak nazywać, po tylu dniach. Może ona sama wierzyła w ich słodkość do któregoś momentu, ale teraz? 
- Małe mają zakaz zbliżania się do moich uszów - powiedziała marszcząc nos któregoś dnia.
Kiedy Koda usłyszał jej wypowiedź, nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Było to wprawdzie dla niego przezabawne. Można by rzec, że wszystko wróciło do normy, tak jak było wcześniej. Wydawać się mogło, że zapomniano już o ucieczce Idii i wszystkich zdarzeniach z ciągu ostatniego tygodnia. Jedynie Rocket wciąż obwiniał się o śmierć córki. Czuł, że zginęła dlatego,bo pozwolił jej iść samej, że jej nie upilnował. Czarno grzywy lew miał okropne wyrzuty sumienia, widać było, że zaczął stopniowo oddalać się od wszystkich, podczas, gdy był jednym z bardziej towarzyskich osobników na Lwiej Ziemi. Błękitnookiej mamusi też wcale nie łatwo. Była wręcz zmuszona do szybkiego pogodzenia się z tragiczną sytuacją, w końcu musi znaleźć siły i skupić się na wychowaniu jej najmłodszych córek. Z ciężkim sercem ukrywa swój smutek pod uśmiechem. Obiecała sobie, że tym razem nie stracą już nikogo więcej. Rocket miał jednak inne nastawienie do tego. Bał się podchodzić do lwiątek, zbliżyć do nich. Jego podświadomość mówiła mu, że wkrótce może i je stracić, a tego by nie przeżył. Coraz mniej czasu  spędzał również  ze swoja żoną, która stanowczą większość uwagi poświęcała maluchom. Opiekować się dziewczynkami pomagała  Kiara, która była oczarowana trojaczkami. Przypominały jej własne pociechy, kiedy jeszcze nie umiały nawet chodzić. Wspominała z ciepłym uśmiechem te czasy, gdy jeszcze mała Leah nie umiała chodzić, a Koda był wręcz wszędzie. Pamięta jeszcze, jak brązowy lwiak w parę minut po jego pierwszym spacerze po sawannie, już próbował wspiąć się na drzewo podczas bardzo zabawnej dla oka gonitwy za jaszczurką. Albo moment w którym Idia pomagała nauczyć Leah chodzić. Kiare zawsze rozczula ten obraz, który utkwił w jej głowie już na zawsze. Ruda próbująca podnieść jaśniejszą, trzymając ją zębami za ucho, a przy tym sama się wywracając nie jeden raz. Gdy najmłodsza upadła, siostra od razu obchodziła ją dookoła i głową lekko ją pchała na zachętę w przód, pomagając przy tym jej wstać i spróbować jeszcze raz, dopóki rozbrykany Koda - najbardziej energiczny - nie wpadł w nie obie i wszyscy wylądowali pod stopami roześmianego taty. Brązowooka nieco tęskni za starymi czasami, kiedy nie musiała martwić się o wypuszczeniu maluchów samych na zewnątrz. Na Lwiej Ziemi dzieje się coraz gorzej. Coraz częściej Simbę, jak i Kovu dobiegają informacje o kolejnych pożarach. Kiara chciałaby wierzyć, że to z powodu wielkiego upału, jednak... Coś w środku mówi jej, że  zbliżają się ciężkie czasy. Upewniając się, że Vitani nic nie potrzeba, co trwało dość długo, gdyż lwica uparcie dopytywała, czy na pewno może ją zostawić samą. Widziała, że za uśmiechem Vitani kryje się zmęczenie i wielki smutek, który tylko ukrywa. Nie wyobrażała sobie, jakie to jest okropne uczucie stracić dziecko, a co dopiero dwójkę. Pomimo jej upierdliwości, w końcu odpuściła i dała
niebieskookiej lwicy odpocząć od jej gadulstwa. Wyszła na sam czubek Lwiej Skały i usiadła. Jej ojciec i mąż wraz z kilkoma lwicami wyruszyli około godziny temu na zwiady. Nala natomiast zbierała już resztę na polowanie. Lwiątka jeszcze spały, dlatego jak na razie dookoła panowała cisza i spokój. Kiara przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Przez jej futro poczuła delikatny i gorący wiatr. Uniosła głowę nieco wyżej, gdy nagle poczuła na swoim barku czyjąś dłoń. Odwróciła się szybko i ujrzała obok siebie Rafikiego.
-W-wystraszyłeś mnie - mruknęła lwica, jednak na jej twarzy pojawił się przyjacielski uśmiech.
- Ah wybacz moja droga - odpowiedział szaman odwzajemniając uśmiech.- Ale nie ukrywam, że miałem taki zamiar kochana
- Powinieneś znaleźć sobie inne hobby Rafiki - zaśmiała się.
Szaman, nie kłamiąc, starzeje się. Zamiast jednak myśleć nad emeryturą i znaleźć potencjalnego następce, mandryl od jakiegoś czasu polubił zachodzić wszystkich od tyłu, przez co przyprawia czasem innych o zawał, jednak jego to śmieszy i ma z tego naprawdę świetną zabawę .
- Musicie się przyzwyczaić moja droga do tego - powiedział utrzymując przez chwile jeszcze swój uśmiech.
-Będzie to ciężkie - zaśmiała się znów. - W końcu ciężko jest wyczuć czy ktoś stoi za tobą, czy nie hehe
Nagle szaman spoważniał i mruknął:
- Musicie być gotowi na każdą niespodziankę od życia Kiaro.
Lwica przestając się już śmiać, uniosła brew i spojrzała na niego pytająco. Czyżby o czymś wiedział? 
- Masz coś na myśli Rafiki?- spytała.
- Musicie wszyscy nauczyć się uwagi i ostrożności. Nie możecie dać się zaskoczyć moja droga - zaczął.- Kiedy ktoś zajdzie was od tyłu, musicie być pierwsi, zareagować przed nim. 
- Czy wiesz o czymś ważnym? - spytała po dłuższej chwili zupełnej ciszy. - Jeżeli tak, powiedz mi, musimy wiedzieć co się dzieje!
- Wiem tyle, co ty Kiaro. Nadchodzą naprawdę ciężkie czasy - powiedział patrząc przed siebie. - Nikt nie jest w stanie przewidzieć co dokładnie...Ale musimy być ostrożni....
Lwica spojrzała w stronę, w którą patrzył mandryl. Przejęta jego słowami szybko zwróciła się do niego:
- Jeżeli będziesz o czymkolwiek wiedział, proszę powiedz mi. Ufam ci Rafiki i wiem, że sam dobrze wiesz co robisz, ale nie trzymaj niczego dla siebie, proszę.
- Nie mogę ci niczego obiecać Kiaro. Jedyne co mogę zrobić, to pomóc na ile mi siły pozwalają. Nie zapominaj, że musicie gotowi być na wszystko.
Lwica nie wiedziała co jeszcze powiedzieć. Była jakby zamurowana. Do głowy nadeszło tysiąc myśli na minutę. Powiedziała tylko ciche:
- Nie lubię, gdy stajesz się taki poważny...
- Ale czasem trzeba moja droga - odparł i po chwili pogładził lwice pociesznie se swoim małym uśmiechem. - Jednak na szaleństwa wciąż mam siłę.
Mówiąc to zaśmiał się głośno i pyknął Kiare w policzek, na co ta zachichotała. Musi wziąć się w garść. W końcu jest córką króla. Musi być opanowana i myśleć rozsądnie i mądrze.
- Dziękuje Rafiki za te informacje - powiedziała. - Na pewno będą pomocne.
Uśmiechnęła się do mandryla przyjacielsko i ciepło.

***

 Koda nie spał już od dobrych paru minut. Obudził się, jeszcze za nim lwice wróciły z polowania. Lewek wzdychał co chwila znudzony. Jego siostry i przyjaciele wciąż spali, a sam nie miał co robić. Było mu zbyt ciepło i nudno. Dwie najgorsze rzeczy, jakie mogły mu się przydarzyć. Po dłuższym czasie w końcu postanowił zaryzykować i cicho przeczołgał się do Idii. Podenerwowanie rudej dobrze mu zrobi na duszy. Najpierw zaczął od delikatnego pacania swoją łapą o jej. Lwiczka tylko zabrała swoją i mruknęła coś pod nosem niezrozumiale. Brązowego jednak to nie zniechęciło. Zaczął końcówką ogona drażnić ją w nos. Był przy tym strasznie skupiony. Język na wierzchu, a oczy wpatrzone uważnie w twarz siostry. W głowie obmyślał już plan ucieczki przed zdenerwowaną zielonooką. Lekko zirytowana lwiczka zmarszczyła nos i odgoniła jego ogon łapą, wciąż pogrążona we śnie odwróciła się na drugą stronę, jakby marudząc wciąż pod nosem. Koda w tym momencie przygotował się do zakończenia swojego nikczemnego planu. W jednej sekundzie zacisnął zęby na uchu siostry, przez co ta, jakby ją piorun strzelił, wystrzeliła w górę z piskiem. Przez moment brat próbował się powstrzymać przed śmianiem, aby nie zbudzić reszty, która o dziwo wciąż spała po tym krzyku. Ruda z chęcią mordu w oczach zobaczyła Kodę. Zawarczała i od razu rzuciła się w jego stronę. Ten jednak uniknął ataku i  wciąż starając się nie śmiać pobiegł w stronę wyjścia z jaskini jak najszybciej. Idia poleciała wściekła za nim oczywiście, krzycząc :
- Ty mała wredoto!!! Jak ja cię dorwę to przez tydzień nie będziesz mógł usiąść!!!
Gdy lwiak w końcu opuścił jaskinie, mógł już wybuchnąć głośnym śmiechem.
- WRACAJ TU TY SZCZURZE!!  krzyczała wciąż ruda lwiczka. 
Jej wrzaski były tak głośne, że nie było opcji, aby najmłodsza z rodzeństwa się nie obudziła. Otworzyła leniwie oczy i uniosła pysk. Rozejrzała się dookoła. Utkwiła swój wzrok jednak na wyjściu z jaskini, skąd dobiegały głosy. Wstała powoli i rozciągnęła się. Zaczęła sunąć się w stronę dochodzącego z zewnątrz światła. Zastała tam swoją siostrę, ciągnącą brata za ogon. Brązowy jednak nie dawał się i próbował uciec, ale zielonooka była silniejsza, przez co był zawstydzony. Jego plan miał wyglądać nieco inaczej, ale, aby nie wyjść na przegranego, docinał różnymi tekstami rudej. Jasna podbiegła do nich szybko, wybudzając się zupełnie już i próbowała ich rozdzielić.
-S-spokojnie! Hej, hej Idia no już zostaw go... K-Koda no już cicho...No przestańcie...Pobudzicie wszystkich!
Jednak ci nie reagowali i nadal grali w swoje. Leah odsunęła się lekko od dwójki i usiadła z cichym westchnieniem z małą irytacją na twarzy.
- To się bijcie...- burknęła cicho pusząc lekko policzki i odwracając wzrok.
Mimo to jednak nie będą w stanie tak na to patrzeć wstała i znów próbowała wejść między nich.
-Obudzicie wszystkich no proszę was!
- Niech ten szczur przeprosi!! - warknęła starsza z lwiczek wciąż ciągnąc go za ogon i przyciągając do siebie.
-Koda przeproś cokolwiek zrobiłeś - zwróciła się do brata najmłodsza.
-Nie ma mowy! Moja duma nie pozwala! - prychnął widząc, że dziewczyny mają swoją solidarność. - Nie zmusicie mnie! 
- Zobaczymy! -  Ruda przyciągała go coraz bliżej siebie. - Będziesz błagać na leżąco aby moje uczy ci wybaczyły!
- Przeproś i będzie po sprawie Koda - prosiła oczami.
- Nie zmusicie mnie! - pozostawał przy swoim lwiak.
Leah nagle usłyszała kroki. Szturchnęła szybko siostrę i poinformowała ją o tym. Ta zażenowana, że musi odpuścić, niechętnie puściła ogon brata, ale warknęła na niego:
-Nie martw się nie ominie cię nic a nic...
-Ohoho zobaczymy jeszcze - uśmiechnął się zadziornie.
 Idia zmarszczyła tylko brwi i nos, ale złagodniała jej mina, jak tylko na Lwią Skałę weszła Kiara. Lwica zauważając maluchu podeszła do nich, starając się ukryć zmartwienie. 
- Skarby, już wstaliście? - spytała z lekkim uśmiechem i jakby pośpiechem.
- Raczej KTOŚ nas obudził - fuknęła starsza siostra.
- Hehe - zaśmiał się tylko dumnie Koda.
- Wróćcie do jaskini dobrze? Ja, tata i dziadek musimy porozmawiać o pewnych sprawach 
- O jakich? - spytał od razu zainteresowany lwiak. - Chcę wiedzieć! 
- Przestań się tak ekscytować...- powiedziała z lekką pogardą ruda.
- Co się dzieje mamo? - spytała Leah, zauważając, że coś jest nie tak z tonem lwicy. - Wszystko w porządku?
Kiara skinęła głową.
- Oczywiście skarbie, po prostu..To dotyczy dorosłych. Wracajcie do środka - zagoniła ich łapą w drugą stronę.
- Ale ja chcę wiedzieć mamo!! - zaprotestował syn.
Idia jednak złapała go zębami za ogon i zaczęła przeciągać w stronę jaskini.
- Koda nie marudź...- mruknęła cicho Leah - Jakby to nas dotyczyło, mama by nam powiedziała.
- Nie macie się czym martwić, pobawcie się w środku, tylko nie obudźcie reszty - pomachała im brązowooka.
Gdy trójka weszła już do środka, a protestów Kody nie było już słychać Kiara odetchnęła głęboko. W tym momencie tuż obok niej pojawili się Kovu i Simba. Nie ukrywając już zmartwienia spytała się:
- Co dokładnie się tam stało?
Idia zakrywała bratu usta, aby był cicho i nikt ich nie słyszał. Szepnęła nieco poddenerwowana przez jego ciągłe ględzenie pomimo, że go ucisza, aby się zamknął. Dzięki Leah, brat w końcu uspokoił się, ale z wyrzutami pytał, dlaczego nie chciały wiedzieć o co chodzi.
- Nie jesteście choć trochę ciekawe o co chodzi? - spytał szeptem.
-Może trochę...- powiedziała jasna. - Ale nie możemy  przecież stać tam, skoro mama nam powiedziała jasno, że mamy się nie martwić tym.
- Dokładnie. Nie zaczęli by nawet tematu, gdybyśmy byli w pobliżu. Dlatego idioto - skierowała to do brązowego - Przechytrzymy ich i podsłuchamy z ukrycia.
- Słucham? - spytała zaskoczona nieco młodsza.
- Ooo...Podoba mi się to - przyznał lewek. 
-Schowamy się za tamtą skałą, ale musimy zrobić to szybko - powiedziała ruda.
- Ale nie myślicie że...- zaczęła ale nie skończyła Leah, gdyż jej przerwano.
- A nie lepiej iść za tamten? Jest nieco bliżej i lepiej będzie słychać ich - zaproponował.
- Słuchajcie...-
-Ale jest mniejszy. Mogą nas zauważyć- powiedziała Idia.
- Ej...Ale-
- Ale jest szansa, że wyjdziemy niezauważeni z pewniejszymi informacjami!
- Ale nie jest pewne, że FAKTYCZNIE nas nie zauważą! 
-Ale zawsze jest nawet ten 1% szansy na powodzenie!
- Nie będziemy ryzykować utratą informacji!
-Z twojego miejsca nic nie usłyszymy! 
- Jak jesteś głuchy to nie moja wina!
-Sama żeś głucha! Idziemy za moją skałę!
-Nie bo za moją!
-PÓJDŹMY ZA SKAŁĘ PO DRUGIEJ STRONIE JEST W ODLEGŁOŚCI MIĘDZY OBIEMA OPCJAMI - powiedziała w końcu głośniej Leah, trochę zdenerwowana, że nikt jej nie słucha. - To znaczy nie! Nie chodziło mi, że nie powinniśmy chyba-
- Z jednym dzisiaj możemy się zgodzić Koda - mruknęła Idia.
-Prawda. Nasza Leah jest geniuszem strategii - dodał i skinął głową.
Lwiczka czująca się zdeczka zignorowana westchnęła. Chciała powiedzieć zupełnie coś innego. Ale poszła w ślady rodzeństwa, którzy cicho zakradli się w stronę skałki. Ruda i brązowy przepychali się wręcz, kto będzie na przedzie. Leah spokojnie i najciszej szła za nimi, ale utrzymywała tempo. Czuła, że to nie może się dobrze skończyć...Będąc tuż przy skale nagle przez chęć wyprzedzenia brata Idia się potknęła i przewróciła. Była to niebezpieczna dla nich sytuacja. Leah przyspieszyła i zaczęła pchać ją od tyłu, natomiast Koda złapał ją i wsunął czym prędzej za skałę.Całe szczęście nikt tego nie zauważył, pomimo, że było blisko!
- Zepsułabyś akcje - wystawił jej język brązowy zadowolony, że jednak jego siostrze powinęła się noga.
- Zamknij się i słuchaj..- warknęła.
- Nadal myślę, że to nie najlepszy pomysł...- mruknęła Leah.
Cała trójka wystawiła odrobinę głowy i próbowała podsłuchać rozmowę dorosłych. Słyszeli jedynie pojedyncze zdania, bądź wyrywkowe teksty:
-Ale co macie na myśli?
- Wiem co widzieliśmy...
-Kiara..
-Wiem, ale nie możemy...
- Rozumiem...Ale nie zostawimy tego tak...
- To już druga zamordowana lwica...nie możemy dopuszczać...
- Wszystko jest coraz gorsze!...Rozszarpana?!
- Spokojnie ciszej...Bedzie dobrze
- Nie, macie....
- Zła Ziemia?
-...wiem...
- Nie...
- Ale...tak tak..
- Podejrzani?
- ...najrozsądniej
- rozumiem..
-Tak to ...naprawdę
Tyle im jednak wystarczyło, bu zrozumieć, że na Lwiej Ziemi dzieją się straszne rzeczy. Zszokowane lwiaki musiały wszystko przetworzyć, za nim mogły jakkolwiek zacząć myśleć o tym. Jako pierwszy otrząsnął się Koda. Zagonił szybko siostry szybko z powrotem, jak tylko zauważył, że trójka rozdzieliła się, a ich mama wraca w stronę jaskini. Udało im się  z powrotem również nie zostać zauważeni. Ta wiadomość strasznie nimi wstrząsnęła. Czyli Zari nie była jedyną ofiarą... Lwice wciąż umierają z nieznanych powodów. Koda zmarszczył brwi i uderzył łapą o ziemię zdenerwowany:
-Dlaczego o niczym nam nie mówią?!
Ani Leah, ani Idia nie były w stanie nic powiedzieć. Za nimi pojawiła się po chwili Kiara.
- Nadal się denerwujesz o to? - spytała z fałszywym uśmiechem, który skrywał teraz strach i niepokój.
Koda umilkł. Siostry nie były w stanie nic powiedzieć, dlatego musiał wziąć sprawy w swoje łapy.
- Tak! C-Chce wiedzieć o czym rozmawialiście! - warknął udając obrażonego, starając się wyjść jak najbardziej przekonywająco. 
-Jak podrośniesz, będziesz mógł brać udział w rozmowach dorosłych, a teraz ciesz się dzieciństwem, póki możesz - zaśmiała się, jednak było słychać nienaturalność w jej głosie. - Niedługo wróci wasza babcia z jedzeniem, mam nadzieję, że wytrzymacie.
Widząc, że mama zmieniła temat ustąpił temu, zerkając ukradkiem na siostry.
- N-na razie nie jestem głodna - mruknęła jasna w końcu, wciąż będąc w wielkim szoku.
- Jak przyjdą to przyjdziemy, a teraz idziemy się bawić! - powiedział szybko Koda i przepchnął obie siostry, które nie opierały się (dlatego mu się udało) do dalszego kąta jaskini. Kiara patrzyła na nich przez dłuższą chwilę, aż w końcu westchnęła. Słabo się czuła, za dużo informacji dostała na raz. Położyła się w swoim ulubionym miejscu, musi odpocząć i wszystko przetworzyć na nowo.
Koda natomiast powiedział do lwiczek cicho, gdy już się zatrzymali, będąc z dala od Kiary:
-Musimy poważnie porozmawiać dziewczyny...
 Idia zamrugała parę razy i spojrzała na rodzeństwo. Odchrząknęła i powiedziała:
-Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam...
- Właśnie. Coś tu jest nie tak, a dorośli o niczym nas nie informują... - powiedział Koda.
- Pewnie nie chcą nas martwić, dlatego nie chcieli, żebyśmy słyszeli... - dodała jasna.
- Ale chyba jesteśmy częścią tego stada, a do tego, to jedno z nas przejmie tron! - uparł się brązowy - Nie powinni tego trzymać w tajemnicy, też chcemy i powinniśmy wiedzieć o tym co się dzieje wokół!
- Zgadzam się z Kodą. Nie powinni przed nami ukrywać takich rzeczy! - przytaknęła Ruda.
- Ale...robią to pewnie dlatego, że się martwią...- mruknęła lwiczka. - Aczkolwiek po części, takiej malutkiej tyci tyci się z wami zgadzam.
-Zgadzasz się z czym? - nagle trójka usłyszała głos za sobą.
Stała tam jeszcze trochę zaspana lwiczka. Avonna ziewnęła głośno i weszła między nich.
- Mogliście nas obudzić jak wstaliście... - mruknęła. - To o co chodzi?
Jasna spojrzała na dwójkę. Widziała, że Koda już miał otworzyć pysk, aby zacząć żalić się jak to nikt im nic nie mówi. Pokiwała przecząco głową szybko, aby nic nie wypaplał. Idia zauważyła to od razu i szybko kopnęła brata, za nim cokolwiek zaczął. Brązowy skulił się z cichym piskiem, a Idia przejęła pałeczkę.
- Dyskutowaliśmy właśnie na temat tego, że mamy za mało miejsca na spanie! My mamy najmniejszy kąt nie sądzisz? To irytujące - wywróciła oczami.
-Huh? - przekrzywiła głowę Avonna. - Powiem wam, że nawet nie zauważyłam tego szczerze hehe
- Ja tak samo, ale kiedy Koda o tym powiedział, faktycznie chyba mamy trochę mniej miejsca niż inni - dodała Leah.
Koda wciąż cicho sycząc z bólu - siostra miała mocnego kopa - spojrzał pytająco na obie. W jego oczach malował się obraz słowa "Dlaczego?". Jasna domyśla się, że skoro jest to rodzaju tajemnicą między dorosłymi, nie powinni teraz o niej wszystkim rozpowiadać. Rozpętało by się duże zmieszanie, czego nie chce, jak pewnie rodzice również nie chcą tego. Lepiej, aby pozostało to jak na razie tajemnicą między ich trójką. Z biegiem czasu zobaczą co robić dalej. Jednak informacja o zamordowanych lwicach wprawiła małą w niepokój. I nie tylko ją! Cała trójka mocno to przyjęła do siebie. Może nie pokazują tego, albo nie jest to aż taki mocny cios...Ale to wszytko to dopiero początek. Rzeczy na Lwiej Ziemi będą już tylko gorsze, czego lwiaki najbardziej się nie spodziewają. Bardzo powolnymi krokami zbliżają się naprawdę ciężkie czasy. Jak już się wszystko zacznie, nie wiem czy to będzie już opcja powrotu do tych cudownych czasów...

***

Witajcie z (w końcu po tylu latach) nowym rozdziałem!
 Widziałam, że wiele z Was czeka na kontynuacje, mimo tej wieeeeelkiej przerwy, Dziękuje Wam za to z całego serduszka <3 
Nie pozwoliłabym sobie zostawić tego bloga tak bez zakończenia, dlatego postanawiam go dokończyć. Od razu chciałam poinformować wszystkich, że nocie pojawiać się mogą i najprawdopodobniej będą nieregularnie, ale będą na pewno ^^' 
Stworzę wkrótce oddzielną notkę informacyjną na szybkie właśnie informacje związane z tak długą przerwą, co przekształca się na małe zmiany, ale to już następnej notce ^^ 
Mam nadzieję, że Wam się rozdział spodobał i wciąż będziecie tu zaglądać na kontynuacje ^^ 
A więc Witajcie z powrotem <3
i Pozdrawiam Was wszystkich najserdeczniej jak potrafię!~  ;*


 


sobota, 5 września 2015

Brak weny ;-;

Mam zahamowanie " wenowe" ;-;  Notek nie będzie, do póki nie wróci, ponieważ nie chce robić notek jak to się mówi "tak na odwal się". Przepraszam was bardzo, wiem, że miałam teraz częściej je pisać, ale jednak moja łepetyna odmawia mi posłuszeństwa i nie chce zacząć pracować xD Jakoś ją zmuszę do pracy i wrócę do pisania notek na ten blog ;) Jak na razie będę pisać na blog " Historie z głowy wzięte", ponieważ jak widzę, cała wena przeszła na niego i bardzo miło mi się na nim  pisze xD. Będę was informować o powrocie weny oczywiście ;)

piątek, 28 sierpnia 2015

Zapraszam ^^

Zapraszam na mojego nowego bloga :3 
Nie jest on o tematyce króla lwa. Będę tam pisać różne historie fantastyczne i realistyczne ^^

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Konkurs

Oto drugi konkurs na tym blogu :) Mam nadzieję, że nie będzie on za trudny i chętnie weźmiecie w nim udział ^^ Prace wysyłamy na adres  julliasu@interia.pl ;) Konkurs trwa do 17 sierpnia, jak ktoś chciałby przełożyć termin, proszę napisać w komentarzu ^^

 Konkurs uważam za rozpoczęty ^^

No to Powodzenia :3



Zad.1 Odpowiedz na pytania
a) Ile lwiczek miała Mlezi?
b) Kim byli nowi przyjaciele Leah i Sakki?
c) Ile dzieci razem urodziła Vitani?
d) Kogo znajomego Idia spotkała po ucieczce?



Zad.2 Prawda czy fałsz
a) Idia ma chłopaka ( perspektywa Idii)
b) Vitani wie co stało się z jej córką - Zari
c) Zira uratowała Kodę
*d) Aidi kocha się w Kodzie



Zad.3 Przeczytasz za chwilę krótki tekst, w którym będziecie musieli poprawić niektóre wyrazy, aby było zgodne z prawdą. Po trzykropku dokończysz historię w dwóch zdaniach :)

Na Lwiej Ziemi urodziły się trzy królewskie lwiczki. Nazywały się Idia, Leah i Asha. Gdy były starsze zaprzyjaźniły się z Avonną, Sakką, Naku i Kodą. Asha i Koda od razu się zaprzyjaźnili. Po paru dniach spotkali również inne lwiątka. Kovu i Simba na Złej Ziemi znaleźli lwiczkę. Nazywała się Aidi. Wszystkie lwiątka oprócz Idii świetnie się dogadywały z lwiczką. Idia pewnego razu uciekła...



Zad.4
a) Kto jest twoim ulubionym bohaterem bloga i wytłumacz dlaczego.
*b) Narysuj go



*Zad.5 Napisz, jak ty uważasz, jak myślisz
a) Co dalej będzie ze związkami bohaterów?
b) Co wydarzy się dalej?
c) Czy w najbliższym czasie zdarzy się coś, co będzie miało duży wpływ na zachowanie, znajomości i inne rzeczy bohaterów, jak tak to co?


I to wszystko ;) Mam nadzieje, że konkurs wam się podoba ^^ Pytania i podpunkty zaznaczone "*" Są dla chętnych ( zachęcam do wykonywania ich, są przyznawane dodatkowe punkty ^^)



piątek, 24 lipca 2015

22. Gwiazdy

- Czujecie to? - usłyszała bezradna lwiczka
- Tak! To na pewno ona! Szybko zanim nam ucieknie!- Krzyknęła jakaś lwica
-N-nie... -szepnęła Idia
Ruda próbowała ruszyć się z miejsca, lecz nie mogła. Nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Oczy zaczęły się jej powoli zamykać. Starała się utrzymać na łapach, lecz po chwili padła na piasek. Za sobą usłyszała tylko głośny śmiech. Była bardzo zmęczona. Trzeba było czekać tylko na to, co zrobią jej te lwice. Otworzyła delikatnie ślepia i zobaczyła, że leży na zielonej trawie. Przed nią był pagórek. Oszołomiona, nie wiedząc co się stało zaczęła wchodzić na górkę.
***
 - Ej, dziewczyny... - przerwał rozmowę brązowy
- Co jest Cody*? - zapytała złota
Koda pokazał Leah i Marbi czarną postać, która wydawała się biec w ich stronę. Postać zaczęła powoli przypominać lwiczkę w ich wieku. 
- Zaraz... czy to nie... - zaczęła przyglądać się brązowooka
- Idia! - krzyknął Koda
- L-Leah, Koda, Marbi! - usłyszeli 
Wszyscy zlecieli się razem i uściskali się. Zaczęli zadawać pytania, co się stało, gdzie była. Ruda oczywiście nie chciała się tłumaczyć, więc starała się wymigać od pytań, a ponieważ była znużona, było to trudniejsze.
- Wiecie.. Jestem trochę zmęczona, może przełożymy te rozmowy na później i-i....- po tych słowach padła na ziemię.
-Id-Idia! - zawołała Marbi
- Leah szybko pobiegnij po rodziców, ja pobiegnę po Rafikiego, Marbi zostań tutaj i zaopiekuj się Id!
-Już lecę! - Krzyknęła złota, ze łzami w oczach
Po paru chwilach, już na miejscu byli Rafiki jak i Kovu i Kiara.
Parę godzin później nocą...
-Hmm.. C-co jest? - Ruda zaczęła powoli otwierać oczy
-Idia!- Usłyszała głos swojej matki
Kiara podeszła do lwiczki i zaczęła przytulać. Kiara bardzo tęskniła i martwiła się o córkę. Po chwili przyszedł Kovu. Z uśmiechem podbiegł do Idii. Rodzice byli bardzo szczęśliwi, że ich dziecko wróciło całe i zdrowe. Złota i brązowy chcieli między innymi widzieć co się działo z córką, dlaczego nie wracała tak długo oraz co się jej stało, czy ktoś ja porwał lub sama poszła. Idia nie chciała o tym za bardzo mówić, bo nie chciała ujawnić, że jest,  w co ona sama nie chce wierzyć, troszeczkę zazdrosna o Aidi, więc milczała Kira i Kovu popatrzyli się na siebie i zaczęli mówić:
- Idia, ty nie wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy. - mówiła Kiara
Zielonooka nadal stała w bezruchu plecami do rodziców.
- Gdybyś się nie znalazła, nie wiem co byśmy zrobili. Wiesz, że bardzo cię kochamy i o tym pamiętaj- kontynuował Kovu
Po tym ruda drgnęła. Powoli zaczęła odwracać głowę w stronę złotej i brązowego. Widać było w jej oczach łzy. Zaczęła płakać. W mgnieniu oka odwróciła się i przytuliła do rodziców.
-P-Prz-Przepra-r-raszam...! - Mówiła zalana łzami - Już n-nigdy teg-go nie zr..obie..!
-Już, już spokojnie - uspokajała Kiara mówiąc łagodnym głosem
- Wszystko jest dobrze, jesteśmy razem z tobą.- mówił Kovu, gdy nagle wpadł na świetny pomysł - Twoje rodzeństwo również się o ciebie martwiło. Może zrobimy sobie małe wyjście
Popatrzył się na córkę wycierając jej łzy. Ona odwzajemniła  lekkim uśmiechem. Brązowooka polizała Idię i razem poszli po Kodę i Leah, którzy czekali na wieści co z siostrą. Zmartwiona lwiczka nie mogła ustać w miejscu. Chodziła w tą i we w tę. Koda próbował uspokoić siostrę, sam nadal martwiąc się. Gdy tylko zobaczył rodziców wychodzących z jaskini, a za nimi siostrę, szybko zatrzymał Leah i pobiegli razem zadowoleni do nich.
-Och Idia! Jak ja się cieszę, że jesteś! - przytuliła się do rudej Leah
Ona wtuliła się w siostrę i uśmiechnęła. Dołączył się do nich lewek.
- Cieszę się, że wróciłaś - mruknął
- Ja też, tęskniłeś braciszku? - zaśmiała się
- Może.... trochę..
Lwiczki zaczęły chichotać, natomiast lwiak zmarszczył brwi, ale po chwili zaczął się śmiać. Ojciec podszedł do roześmianych dzieciaków i zaproponował swój pomysł. Maluchy zgodziły się z radością. Leah była najbardziej uradowana, ponieważ będzie mogła się trochę wykazać. Rodzina poszła oglądać gwiazdy. Gdy popatrzyło się w górę, widać było piękny odcień granatu.  Gwiazdy świeciły, jak gdyby mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Wkoło słychać było uspokajający szum wiatru. Cała rodzinka była znów w komplecie, cała i wesoła. Leah zaczęła opowiadać rodzeństwu o tym, czego nauczyła się o przeszłych królach Lwiej Ziemi. Idii nagle przypomniało się o Zirze. Pomyślała, że to tylko sen, więc może opowie o tym, lecz coś jej na to nie pozwalało. Postanowiła dalej słuchać siostry. Gdy skończyła, Kiara postanowiła opowiedzieć różne legendy oraz historie, dotyczące ich domu we wcześniejszych czasach. Leah i Idia słuchały opowiastek z zaciekawieniem. Koda natomiast słuchał tego z wielkim entuzjazmem. Nie chciał się od tego oderwać. Gdy postanowili zakończyć, ponieważ było już bardzo późno, Koda o mało co nie popłakał się z powodu, że chce dowiedzieć się, który lew wygrał bitwę o koronę. Wszyscy smacznie zasnęli, prócz brązowego lewka, który nadal był zbyt ciekawy co dalej się stało. Nagle przypomniał sobie o czymś. Zaczął budzić Idię.
- Idia, wstawaj - szeptał jej na ucho- Idia!
- C-co? Wróciłam tylko i już zawracasz głowę w nocy... - odpowiedziała mrucząc z niezadowolenia
- Wiesz, że jesteś kuzynką...
Tu mu przerwała, ponieważ wstała i miała minę, jakby zobaczyła ducha, po czym jej twarz brzybrała smutny wyraz.
- C-czy dostaliście wiadomość...
-T-tak.. - odpowiedział również smutnym tonem- Ale nie o to chodzi!
- T-to o co?
I tu zaczął tłumaczyć siostrze co się wydarzyło. Ona pisnęła i powiedziała, że  on i Leah mają jutro z nią iść do maluchów. Odwróciła się i poszła spać. Szepnęła do siebie:
- Zari, czy wiedziałaś o tym? Jesteś starszą siostrą...
Po czym zasnęła z uśmiechem.

__________________________
W końcu! Jeej! Ale się cieszę ^^ Napisana notka xD Przepraszam, że tak długo, wiem jestem zła i w ogóle ;-;  Teraz postaram się pisać częściej. Mam nadzieję, że się wam nocia podoba ^^ Miała wyglądać ona zupełnie inaczej, ale no cóż, jak wyszła to wyszła :) Nowy banner oraz nagłówek, mam nadzieje, że się wam podoba ^^ Możecie napisać w komentarzach, czy wam się podoba, czy może zmienić ;)
Pozdrowionka ^^
*Cody - czyt. Kodi ( przezwisko Kody)